sobota, 15 września 2012

Coward.


Tak oficjalnie, jestem tchórzem. Pieprzonym kurczakiem trzęsącym dupą z każdego możliwego tylko powodu. Strach ten blokuje mnie przed wszystkim. Nie chodzi o jakieś wielkie akcje, ale czasem nawet paraliżuje mnie podczas najprostszych funkcji życiowych. Podobno wszyscy się boimy, ale czy to możliwe, że wszyscy się boimy aż do takiego stopnia? Serio? Jakoś tak trudno mi uwierzyć, że ktoś oprócz mnie ma obawy przed pomocą. Chcesz mu pomóc, ale się boisz. Czego? Do cholery! Nawet ja tego nie wiem. To jest jakiś niepochamowany, zrodzony z urojeń strach, który ciągle gdzieś tam we mnie siedzi. Boją się praktycznie wszystkiego, a przełamanie go nie jest dla mnie wyjątkowym wydarzeniem, które można opijać. Serio… To chyba przez ten strach czuję takie obrzydzenie do samego siebie, ponieważ wiem co chciałbym zrobić, ale się tego boję. Boję się chyba nawet przyznać do tego kim jestem… Czy potrzebuję terapii, czy jak zawsze „będę w stanie uporać sobie z tym samemu”?  Nie wiem. Jak na ten moment: „Idę do kąta wypłakać sobie oczy”.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Mr. Nobody

Zawsze powtarzali możesz być kim tylko zechcesz, a Ty wybrałeś bycie "Nikim". Mądry wybór.
Gdyby tylko była taka możliwość żeby zacząć swoje życie od nowa to czy podejmowanie innych decyzji doprowadziło by mnie do innego miejsca? Czy przeznaczenie i tak doprowadziło by mnie do tego momentu w moim życiu. Tego jakże "wspaniałego momentu.
I tutaj pojawia się pytanie.Czy nasze życie zależy od podejmowanych przez nas decyzji czy jest zależne od przeznaczenia? Jeśli od przeznaczenia, to przynajmniej możemy czuć się niewinni i zrzucić na nie całą winę, jeśli jednak zależy od nas... Wtedy jest do chrzanu, bo nie ma kogo obwiniać prócz samego siebie.
Z innej beczki czuję się coraz lepiej z samym sobą, jednak mimo dobrego samopoczucia nigdy nie czułem się tak samotny jak teraz. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że od jakichś 2 tygodni dogłębnie poznałem znaczenie słów: "samotny w tłumie". I nie wiem co z tym zrobić.
P.S. Nienawidzę wieczorów panieńskich oraz kawalerskich, a przynajmniej tych niemieckich.

wtorek, 31 lipca 2012

Ich liebe mich?

Tak, mając cały ten czas na swoje wspaniałe przemyślenia doszedłem do chociaż jednego sensownego wniosku. Kocham siebie. Tak właśnie, powiedziałem to na głos. Nie uważam się za jakiegoś śmiecia, dlatego tak też się nie zachowuję. Zasługuję na kogoś lepszego niż to wszystko. To, że nie przynależę to żadnej grupy to mój osobisty wybór, nigdy tego nie chciałem. Zawsze byłem i zawsze będę outsider-em (oczywiście nie takim creepy, tylko takim... podążającym swoją drogą). Teraz pozostał tylko czas na pogodzenie się z tym.
I tak wiem. Powiedziałem to na głos, więc teraz wystarczy tylko chwilę poczekać żeby Wszechświat wykonał swój ruch i pokazał mi, że tak nie jest... Ewentualnie nie wszechświat tylko głos w mojej głowie... Ewentualnie nie głos tylko któryś z moich znajomych (też mają to w nawyku, co jest dziwne). Wow... Ale nie ważne. Chodzi o to, że w moim przypadku świat zawsze pokazuje się w tych czarnych barwach, ewentualnie szarych, a ja mam tego dosyć! Co z tego, że ja dostrzegam siebie jako wartościową osobę skoro nikt inny tego do cholery jasnej nie widzi?! Pomimo wszystko jak byśmy nie zaprzeczali jesteśmy zwierzętami stadnymi i też przyznam, że jak bardzo bym nie lubił ludzi, tak brakuje mi dotyku drugiego człowieka, intymnej rozmowy, bliskości. Dlatego też, dlaczego szanując siebie nie szanują mnie inni ludzie?! Albo chociaż dostrzegają...? Czy nie taka była cała ta pierdolona mantra?!
Jednak wracając do wątku głównego cieszę się z jednej rzeczy. Wreszcie widzę w lustrze siebie, a nie śmiecia. Co prawda mam kompleksy, ale do cholery, kto ich nie ma? ;)
Joł ziom! Uhahaha!

wtorek, 24 lipca 2012

Attention.


Posiadając  czyjąś uwagę nie chcemy jej,  nie mając jej nie pragniemy niczego więcej. Jestem tego idealnym przykładem. Gdy jestem dla kogoś obiektem westchnień zazwyczaj widzę w nim tylko człowieka z obsesją i pragnę by się wypchał, zauroczenie pryska, zaś gdy jestem dla kogoś niewidzialny zrobię wszystko, żeby zostać zauważonym. No dobra może trochę przesadziłem, nie tak od razu wszystko, ale gdybyście mnie widzieli jak w S-bahnach prężę się, aby ktoś na mnie spojrzał, aby chociaż przez sekundę być kimś. Być „tym ładnym chłopakiem, którego widziałeś w metrze”, ale nie jestem. Szybkie spojrzenie, delikatny uśmiech, cokolwiek – te rzeczy chyba nie są mnie dane.
O to przed nami jeden z kolejnych paradoksów mojej podświadomości. Rozumie to ktoś? Bo ja nie. Czy to możliwe żeby istniały dwie osoby, ja i moja podświadomość? -.-‘’ Kurwa to zabrzmiało jak rozdwojenie jaźni jakieś…

poniedziałek, 23 lipca 2012

First of them all

Podróżując po niemieckich alejkach mam za dużo do czynienia z własną podświadomością. Po dzisiejszym dniu jedyna co mi krąży po głowie to pytanie: "Czy ktokolwiek na tym świecie ma bardziej mieszane odczucia ode mnie?!". No dobra pytanie to brzmi bardziej: "What the FUCK się dzieje w mojej głowie?!"
Czy to możliwe żeby w jednym i tym samym momencie tęsknić za dotykiem innej osoby, a zarazem brzydzić się go? Tęsknić za drugim człowiekiem podczas wkurwiania się na ludzi?
Coś jest nie tak. Albo z tym światem, albo ze mną.
Tego nie wiem, zobaczymy później, może odrobina wysiłku pomoże mi przeprogramować mózg.
Ciao!