wtorek, 31 lipca 2012

Ich liebe mich?

Tak, mając cały ten czas na swoje wspaniałe przemyślenia doszedłem do chociaż jednego sensownego wniosku. Kocham siebie. Tak właśnie, powiedziałem to na głos. Nie uważam się za jakiegoś śmiecia, dlatego tak też się nie zachowuję. Zasługuję na kogoś lepszego niż to wszystko. To, że nie przynależę to żadnej grupy to mój osobisty wybór, nigdy tego nie chciałem. Zawsze byłem i zawsze będę outsider-em (oczywiście nie takim creepy, tylko takim... podążającym swoją drogą). Teraz pozostał tylko czas na pogodzenie się z tym.
I tak wiem. Powiedziałem to na głos, więc teraz wystarczy tylko chwilę poczekać żeby Wszechświat wykonał swój ruch i pokazał mi, że tak nie jest... Ewentualnie nie wszechświat tylko głos w mojej głowie... Ewentualnie nie głos tylko któryś z moich znajomych (też mają to w nawyku, co jest dziwne). Wow... Ale nie ważne. Chodzi o to, że w moim przypadku świat zawsze pokazuje się w tych czarnych barwach, ewentualnie szarych, a ja mam tego dosyć! Co z tego, że ja dostrzegam siebie jako wartościową osobę skoro nikt inny tego do cholery jasnej nie widzi?! Pomimo wszystko jak byśmy nie zaprzeczali jesteśmy zwierzętami stadnymi i też przyznam, że jak bardzo bym nie lubił ludzi, tak brakuje mi dotyku drugiego człowieka, intymnej rozmowy, bliskości. Dlatego też, dlaczego szanując siebie nie szanują mnie inni ludzie?! Albo chociaż dostrzegają...? Czy nie taka była cała ta pierdolona mantra?!
Jednak wracając do wątku głównego cieszę się z jednej rzeczy. Wreszcie widzę w lustrze siebie, a nie śmiecia. Co prawda mam kompleksy, ale do cholery, kto ich nie ma? ;)
Joł ziom! Uhahaha!

wtorek, 24 lipca 2012

Attention.


Posiadając  czyjąś uwagę nie chcemy jej,  nie mając jej nie pragniemy niczego więcej. Jestem tego idealnym przykładem. Gdy jestem dla kogoś obiektem westchnień zazwyczaj widzę w nim tylko człowieka z obsesją i pragnę by się wypchał, zauroczenie pryska, zaś gdy jestem dla kogoś niewidzialny zrobię wszystko, żeby zostać zauważonym. No dobra może trochę przesadziłem, nie tak od razu wszystko, ale gdybyście mnie widzieli jak w S-bahnach prężę się, aby ktoś na mnie spojrzał, aby chociaż przez sekundę być kimś. Być „tym ładnym chłopakiem, którego widziałeś w metrze”, ale nie jestem. Szybkie spojrzenie, delikatny uśmiech, cokolwiek – te rzeczy chyba nie są mnie dane.
O to przed nami jeden z kolejnych paradoksów mojej podświadomości. Rozumie to ktoś? Bo ja nie. Czy to możliwe żeby istniały dwie osoby, ja i moja podświadomość? -.-‘’ Kurwa to zabrzmiało jak rozdwojenie jaźni jakieś…

poniedziałek, 23 lipca 2012

First of them all

Podróżując po niemieckich alejkach mam za dużo do czynienia z własną podświadomością. Po dzisiejszym dniu jedyna co mi krąży po głowie to pytanie: "Czy ktokolwiek na tym świecie ma bardziej mieszane odczucia ode mnie?!". No dobra pytanie to brzmi bardziej: "What the FUCK się dzieje w mojej głowie?!"
Czy to możliwe żeby w jednym i tym samym momencie tęsknić za dotykiem innej osoby, a zarazem brzydzić się go? Tęsknić za drugim człowiekiem podczas wkurwiania się na ludzi?
Coś jest nie tak. Albo z tym światem, albo ze mną.
Tego nie wiem, zobaczymy później, może odrobina wysiłku pomoże mi przeprogramować mózg.
Ciao!