Posiadając czyjąś
uwagę nie chcemy jej, nie mając jej nie
pragniemy niczego więcej. Jestem tego idealnym przykładem. Gdy jestem dla kogoś
obiektem westchnień zazwyczaj widzę w nim tylko człowieka z obsesją i pragnę by
się wypchał, zauroczenie pryska, zaś gdy jestem dla kogoś niewidzialny zrobię
wszystko, żeby zostać zauważonym. No dobra może trochę przesadziłem, nie tak od
razu wszystko, ale gdybyście mnie widzieli jak w S-bahnach prężę się, aby ktoś
na mnie spojrzał, aby chociaż przez sekundę być kimś. Być „tym ładnym
chłopakiem, którego widziałeś w metrze”, ale nie jestem. Szybkie spojrzenie,
delikatny uśmiech, cokolwiek – te rzeczy chyba nie są mnie dane.
O to przed nami jeden z kolejnych paradoksów mojej
podświadomości. Rozumie to ktoś? Bo ja nie. Czy to możliwe żeby istniały dwie osoby,
ja i moja podświadomość? -.-‘’ Kurwa to zabrzmiało jak rozdwojenie jaźni jakieś…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz