Tak, mając cały ten czas na swoje wspaniałe przemyślenia doszedłem do chociaż jednego sensownego wniosku. Kocham siebie. Tak właśnie, powiedziałem to na głos. Nie uważam się za jakiegoś śmiecia, dlatego tak też się nie zachowuję. Zasługuję na kogoś lepszego niż to wszystko. To, że nie przynależę to żadnej grupy to mój osobisty wybór, nigdy tego nie chciałem. Zawsze byłem i zawsze będę outsider-em (oczywiście nie takim creepy, tylko takim... podążającym swoją drogą). Teraz pozostał tylko czas na pogodzenie się z tym.
I tak wiem. Powiedziałem to na głos, więc teraz wystarczy tylko chwilę poczekać żeby Wszechświat wykonał swój ruch i pokazał mi, że tak nie jest... Ewentualnie nie wszechświat tylko głos w mojej głowie... Ewentualnie nie głos tylko któryś z moich znajomych (też mają to w nawyku, co jest dziwne). Wow... Ale nie ważne. Chodzi o to, że w moim przypadku świat zawsze pokazuje się w tych czarnych barwach, ewentualnie szarych, a ja mam tego dosyć! Co z tego, że ja dostrzegam siebie jako wartościową osobę skoro nikt inny tego do cholery jasnej nie widzi?! Pomimo wszystko jak byśmy nie zaprzeczali jesteśmy zwierzętami stadnymi i też przyznam, że jak bardzo bym nie lubił ludzi, tak brakuje mi dotyku drugiego człowieka, intymnej rozmowy, bliskości. Dlatego też, dlaczego szanując siebie nie szanują mnie inni ludzie?! Albo chociaż dostrzegają...? Czy nie taka była cała ta pierdolona mantra?!
Jednak wracając do wątku głównego cieszę się z jednej rzeczy. Wreszcie widzę w lustrze siebie, a nie śmiecia. Co prawda mam kompleksy, ale do cholery, kto ich nie ma? ;)
Joł ziom! Uhahaha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz