sobota, 15 września 2012

Coward.


Tak oficjalnie, jestem tchórzem. Pieprzonym kurczakiem trzęsącym dupą z każdego możliwego tylko powodu. Strach ten blokuje mnie przed wszystkim. Nie chodzi o jakieś wielkie akcje, ale czasem nawet paraliżuje mnie podczas najprostszych funkcji życiowych. Podobno wszyscy się boimy, ale czy to możliwe, że wszyscy się boimy aż do takiego stopnia? Serio? Jakoś tak trudno mi uwierzyć, że ktoś oprócz mnie ma obawy przed pomocą. Chcesz mu pomóc, ale się boisz. Czego? Do cholery! Nawet ja tego nie wiem. To jest jakiś niepochamowany, zrodzony z urojeń strach, który ciągle gdzieś tam we mnie siedzi. Boją się praktycznie wszystkiego, a przełamanie go nie jest dla mnie wyjątkowym wydarzeniem, które można opijać. Serio… To chyba przez ten strach czuję takie obrzydzenie do samego siebie, ponieważ wiem co chciałbym zrobić, ale się tego boję. Boję się chyba nawet przyznać do tego kim jestem… Czy potrzebuję terapii, czy jak zawsze „będę w stanie uporać sobie z tym samemu”?  Nie wiem. Jak na ten moment: „Idę do kąta wypłakać sobie oczy”.